Nazwijmy to "W koł komina" ;)
Wyświetleń: 486
Odpowiedzi: 3
Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
#1
Luty 2016
Zapada decyzja odnosząca się do urlopu. Trwa gorączkowe podliczanie kasy. W teorii, przy obecnym trybie pracy i zarobkach, powinno starczyć. Wieczory spędzam na zgłębianiu informacji dotyczących miejsca, w którym zamierzam spędzić urlop.

Marzec 2016
Kask i buty niestety muszę wymienić. W związku z tym jeszcze więcej muszę pracować aby starczyło na urlop który sobie zaplanowałem.

Kwiecień 2016
Czas na szczepienia 

Maj 2016
Szczepień ciąg dalszy. Mimo wcześniejszych rozmów ceny okazują się być inne niż na początku. Takie małe niedopowiedzenie ze strony przychodni… Ale urlop jest najważniejszy i przełykam gorzką pigułkę. Jednocześnie w pracy dzieje się coś niedobrego. Ale nie poddaje się, może to przejściowe chwilowe..

Czerwiec 2016
W pracy jest źle i nie zanosi się na poprawę. Zapada decyzja o wyjeździe z kraju, jednocześnie z bólem serca muszę zrezygnować z urlopu.

Lipiec 2016
Wyjeżdżam do Norwegii, do jakiejś normalnej pracy. Szkoda urlopu ale już nie mam siły na zarzynanie się aby coś odłożyć z pensji.

Wrzesień 2016
Powoli wracają myśli o urlopie. Niestety będzie przełożony w czasie ale uda się.

Luty 2017
Jak by mi się nudziło w międzyczasie to jeszcze na wiosnę organizuję zlot. Trochę pewnie skomplikuje mi to sytuację urlopem, ale coś wymyślę.

Maj 2017
Bilety już kupiłem, teraz czas na wizę. Niestety, z tym muszę czekać, bo nie mam możliwości zrobienia skanu dokumentów.
Pod Konic maja przyjeżdżam do kraju i zabieram się za końcową organizację zlotu i wizę. Oczywiście w domu też trzeba coś zrobić. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że doba jest za krótka.
Jest dostępna e-wiza i ma być szybciej. To zaczynam zabawę z tym. Jest to moja pierwsza e-wiza i mam pewne problemy z ogarnięciem tego tematu. Po godzinie walki jestem już nieźle zdenerwowany. Wszystko po angielsku i jeszcze coś tam czasami muszę poprawiać. W końcu po 4 godzinach uciążliwej walki udaje mi się złożyć wniosek. Teraz wystarczy czekać na pozytywne rozpatrzenie wniosku.

Czerwiec 2017
Zlot. Jak to jest, to wszyscy wiedzą. Czasu jest za mało na wszystko. Ale, że urlop jest planowany motocyklowo, to muszę się jakoś wjeździć w motocykl. To sobie wymyśliłem, że do pracy pojadę motocyklem. No to wracałem ze zlotu do pracy przez tydzień  A tyłek mnie bolał bardzo.

4 Czerwiec 2017
Zlot się skończył, to w końcu mogę odpocząć. Biorę się za pakowanie i o 12-tej muszę wyjechać. Do przejechania mam 700km i 3 granice. Łatwo nie będzie ale trzeba próbować. Niestety, po przekroczeniu granicy Litwy, prędkość znacznie spada. W związku z tym, droga zrobiła się nudna. Zmęczenie zaczyna powoli wychodzić i spać się chce, co wymusza częstsze postoje. Niestety, tego dnia nie udaje mi się dotrzeć do Tallina. Zatrzymuję się na Łotwie, gdzieś za Rygą. Motel niby ładny, jednak przy próbie użycia prysznica okazuje się, że zamiast miłej kąpieli mam walkę z wodą, która leci tam gdzie ona chce, a nie ja. Na dodatek w pokoju jest zimno.

5 Czerwiec 2017
Budzę się w lepszym nastroju, chociaż z chęcią bym jeszcze pospał. Reszta drogi do Tallina upływa pod znakiem deszczu. Z uwagi na brak czasu nie zwiedzam miasta. Udaję się na prom, który ma mnie przetransportować do Helsinek. Znajduję kasę , kupuję bilet i już mogę wjeżdżać na prom, który za chwilę odpływa.

Finlandia
Dobijamy do brzegu. Dalej pada. Moje nadzieje na słońce, spełzły na niczym. Wyjazd z promu i przejazd przez miasto, to droga po kamiennych ulicach. Trzeba bardzo uważać, aby nie przewrócić się. Do tego dochodzą roboty drogowe i objazdy.
W końcu pierwszy zaplanowany postój w Lahti. Skocznię znalazłem, foty zrobiłem. Zadowolony wysłałem foty i wprowadziłem nowe dane do nawigacji. W tak miłej atmosferze, minęło dobre 30 min. Podchodzę do motocykla, a tam zapłon włączony. Światła się świecą. Jeszcze manetki które wcześniej miałem włączone, też pewnie grzeją. Już wiem, co mnie czeka. Próba odpalenia spełzła na niczym. Teren niby z lekkich pochyleniem ale nie sądzę aby było wystarczające do odpalenia motocykla. Ściągam kufry, aby podtoczyć go w najwyższe miejsce. Próba, odpycham się nogami najmocniej jak tylko mogę, licznik pokazuje całe 8km/h Mało, ale na samym dole puszczam sprzęgło. Stęknął, jęknął i nie odpalił. Cóż, za mała prędkość. Kombinowania miałem trochę. Obejrzałem teren w większej okolicy gdzie by tu stoczyć motocykl aby odpalił. Są fajne górki z których motocykl by bez problemu odpalił, ale wiem, że sam motocykla nie wepchnę na nie. Dosłownie ręce opadają w tym Lahti. Dookoła pusto, nikt nie chodzi. Tylko deszcz jest nieustanny. Mija kilkanaście niezmiernie długich minut. Idzie dwóch gości, ale takich za których nie dał bym 5 groszy. No dosłownie menele. Ale co widzę? Wchodzą do kampera który stoi na parkingu który wygląda nie lepiej od tych jegomości. Myślę sobie: Jak kamper taki zgruzowany, to muszą mieć kable rozruchowe. Idę do nich i zagaduję. Ojj z tą rozmową to było słabo. Coś tam zrozumiał. Proponował pomoc, że gdzieś tam zadzwoni, że przyjadą, ale trzeba będzie płacić. Po 5 min tłumaczenia w końcu załapał i pomógł mi wtoczyć motocykl na górkę. Po złapaniu oddechu (bo górka była krótka ale stroma) następuje próba odpalenia. Siadam na motocykl, gość podpycha mnie do zjazdu z górki… Zjazd, na samym dole póki prędkość i masa motocykla mogą coś zdziałać, puszczam sprzęgło. Uff, odpalił. Cały czas siąpi deszcz. Nie jest duży, ale jeżeli jest długotrwały, to staje się to uciążliwe. Adres hotelu już mam wklepany w nawigację. Zapinam kufry i ruszam. Do przejechania mam całe 1400m. Zastanawiam się czy rano odpali mi motocykl. Podjechałem pod hotel i muszę wyłączyć moto. Idę dowiedzieć się o pokój. Hmmm drzwi zamknięte, żadnego dzwonka też nie ma. Wychodzi jakiś gość ze środka to pytam się go o recepcję. Recepcji jako takiej to nie ma i , że trzeba dzwonić. Odpuszczam sobie tę przyjemność i wyszukuję drugi hotel. Wbijam w nawigację adres, nawigacja przetwarza dane i wyświetla mi: Do przejechania 800m. Motocykl na szczęście odpala bez problemu. Podjeżdżam do drugiego hotelu i widzę tę samą sytuację. Nawet nie gaszę motocykla i odjeżdżam. W międzyczasie zastanawiam się, co robić dalej. Zatrzymuję się parę ulic dalej aby wpisać namiary na następną skocznię. Po drodze będę szukał jakiegoś campingu. Zanim nawigacja przetworzy wprowadzone dane, rozglądam się po ulicy. Hmmm, gdzie ja się zatrzymałem? Jeden sklep, sex shop. Drugi, to samo. Trzeci to chyba coś więcej WinkNie odwiedzając sklepów, bo już były zamknięte (przynajmniej dwa pierwsze) ruszam. Wyjeżdżam na autostradę, cały czas pada. Jest mi już wszystko jedno co znajdę do spania i w jakiej cenie. Muszę się wysuszyć. Po kilkudziesięciu kilometrach, jest drogowskaz na camping. Zjeżdżam z autostrady. Co kawałek, są znaki informacyjne. Wjeżdżam w miasto. Drogowskaz jest, ale tylko do hotelu, a do campingu nie ma. Jadę dalej prosto w poszukiwaniu. Po kilkunastu kilometrach wracam i jadę do hotelu. Niestety, cena zwala z nóg. Na taki luksus to mnie nie stać. Pytam się o camping, dostaję informację jak mam jechać i jadę. W końcu docieram na miejsce. Oddaję rękawiczki do suszenia i biorę taki mały domek z dwoma łóżkami, lodówką i czajnikiem. Łazienka znajduje się w innym budynku, ale nie przeszkadza mi to. W cenie jest nawet sauna. Niestety nie zdążę z niej skorzystać, bo czynna jest od 10-tej rano.


Odpowiedz
#2
To właśnie lubię w tych podróżach . Nigdy nie wiesz jak się skończy dzień . Fajna relacja .


Odpowiedz
#3
6 czerwiec
Rano jest piękne słońce. Od razu poprawia mi się humor. Szybkie śniadanie i wyruszam. Przejeżdżam przez Mikkeli. Miałem to miasto zaznaczone jako miejsce godne odwiedzenia. I faktycznie, z tego co widzę, to jest to ładne miasto. Z pewnością, gdy będę następnym razem w Finlandii, to odwiedzę miejsce, które wywarło na mnie tak pozytywne wrażenie. Następny przystanek to Kuopio i znowu skocznie. Tu już miałem wjazd na samą górę. Sklep z pamiątkami to jak wszędzie, cepelia. Za to widoki z góry skoczni są wręcz niesamowite. Pokręciłem się trochę i zdjęcia popstrykałem. Kieruję się dalej na północ, w kierunku drogi nr 843, którą także miałem zaznaczoną, jako ciekawą. Po kilku godzinach docieram. Okazuje się, że to „Via Karelia” Droga jest asfaltowa i pusta. Widoki które mijam po drodze, też są zachwycające. To tu, napotykam pierwsze renifery i pierwsze zmrożone jeziora. Docieram do Kusamo, gdzie planuję nocleg. Napotkany hotel ma ceny takie, że prawie uklękłem jak usłyszałem, o ile bym był lżejszy gdybym zdecydował się przespać w tak luksusowych warunkach. Mój urok osobisty sprawił, że dostałem namiary na tani camping. Dodatkowo , od miłej pani recepcjonistki dostałem mapę okolicy. Na wskazany camping nie docieram, bo zatrzymałem się na wcześniejszym gdzie był uroczy widok na jezioro. Dzisiaj nocleg będzie pod namiotem. Właściciel campingu to człowiek z którym można szybko dojść do porozumienia. Dodam, że jak zajechałem to już był wstawiony ? . Jako, że człowiek przyzwyczaił się już do płatności kartą, to i gotówki nie mam. Tutaj niestety trzeba było zapłacić gotówką. Byłem zmęczony i już nie chciało mi się wracać do bankomatu po pieniądze to zacząłem negocjacje, że zapłacę rano. Na moje szczęście właściciel wyraził zgodę. Tym bardziej się cieszyłem, bo sklepy do których chciałem jechać, były już zamknięte. Zresztą miałem jeszcze odnaleźć w mieście skocznię. Dodatkowym plusem tego miejsca był prysznic, gdzie było naprawdę gorąco i to w całym dużym pomieszczeniu gdzie było miejsce na rozebranie się i wzięcia gorącego prysznica.


Odpowiedz
#4
Photo 
7 czerwiec
 
 W nocy było bardzo zimno i musiałem się stopniowo ubierać. Mimo ubierania, rano byłem zmarznięty. Gorąca kawa, śniadanie i słońce pobudziło krążenie krwi i w końcu zrobiło się cieplej. Na mapie którą dostałem dzień wcześniej, wypatrzyłem skocznie. Jak się okazało, znajdowały się na północ od miasta, a nie, jak byłem przekonany w Kuusamo. Nie mniej jednak do miasta znanego ze skoczni, musiałem pojechać. Odwiedziłem sklep, gdzie kupiłem brakujący kabel do ładowania kamery na motocyklu. Jeszcze tylko musiałem poszukać bankomat, w celu wypłacenia gotówki na opłatę campingu. Bankomat znalazłem. Niestety mimo próby, nie udało mi się jej wypłacić. Nie znam fińskiego i wiem, że druga próba też spełzła by na niczym. Ale przecież nie jestem na pustkowiu. Zaczepiam jakiegoś przechodnia aby pomógł mi wypłacić pieniądze. Bez problemu pomaga mi. Zadowolony, dziękuję mu i odjeżdżam aby rozliczyć się z właścicielem campingu , spakować namiot i ruszyć dalej w drogę, bo już mam opóźnienie.
  Skocznie odnalazłem w Rukka. Później w domu zobaczyłem, że mogłem podjechać jeszcze wyżej, na samą górę. Ruszam dalej w kierunku Kemijarvi. Od wczorajszego dnia, zastanawiam się czy już przejechałem krąg polarny. Jeżeli tak, to czy minąłem znak i go nie zauważyłem, czy też go nie było. Jadę tak sobie, pełen relaks, droga pusta, tempo typowo turystyczne (czyli nie wiem ile ale bez spinania się), muzyka w słuchawkach gra. Nagle, w środku lasu, widzę coś na poboczu. Żadnej linii na asfalcie, kiosków z pamiątkami też nie było. Jadę sobie tak dalej bez zwalniania i patrzę na ten jakiś pomnik czy coś innego. Widzę, że jest jakiś napis. Ciągle bez zwalniania mijam go i czytam lub próbuję czytać bo przecież fińskiego nie znam. „Arctic cy…” Tylko tyle odczytałem. Minąłem to coś. Cały czas na liczniku widniała liczba 100. Po ułamku sekundy, który był wiecznością, dotarło do mnie, że właśnie mijam miejsce przy którym obowiązkowo muszę mieć zdjęcie. Wciskam hamulce i zawracam aby nacieszyć się tym widokiem i porobić zdjęcia. Jestem wręcz dumny z tego, że tu dotarłem. W innych okolicznościach pewnie nie zagościł bym w te rejony. Teraz jednak, traktuję ten wyjazd jako małą wycieczkę po okolicy. Wręcz wjeżdżenie się w motocykl. Bo przecież czeka mnie urlop na motocyklu ?. Miło by było rozbić namiot i zanocować ale czasu mam bardzo mało i muszę jechać dalej. W Kemijarvi chciałem zjechać na szutry i dopiero teraz widzę, że nawigacja nie spełnia moich wymagań. Być może planując taką trasę w domu na komputerze było by łatwiej. Jednak wprowadzając dane na bieżąco, gdzieś w trasie, jest znacznie gorsza od Larka. W końcu (bez użycia nawigacji) trafiam na drogę którą chciałem jechać. Dodatkowym utrudnieniem jest nr drogi. To co miałem na mapie nijak nie pokrywało się z rzeczywistością. W końcu jestem na fińskich szutrach. Początkowo jadę zachowawczo. Jednak z każdym kilometrem czuję na nich pewniej. Szutry fińskie i polskie to zupełnie różne drogi. Te którymi jechałem, są równe, często równiejsze od asfaltów i bardzo twarde co powoduje rozwijanie prędkości całkiem zadowalających. Na szczęście nie widziałem tam nikogo z radarem. Mimo tego, że nawigacja co chwilę kazała mi gdzie indziej jechać, udało mi się przejechać wcześniej zaplanowanymi drogami i dotrzeć najpierw do Ripii, a później przez Kuusajoki di Inari. I nie przeszkadzało mi, że miałem tylko atlas Europy. Jest już późno gdy docieram do Inari. Czas znaleźć sobie jakiś nocleg. Niestety jest trochę słabo. Na campingu stoją campery i blokują dojazd do pola namiotowego. Trudno, biorę domek. Jeżdżąc samemu, taka opcja nie wypada tanio ale trudno się mówi. Przed Inari nie było nic co zwróciło by moją uwagę i trudno powiedzieć co będzie dalej. Zostaję.


I kilka zaległych fot...
Jak pozmniejszam, bo samo nie chce, a szkoda.


Odpowiedz


Skocz do:

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości